Pytasz, jak zrobić płaszcz wodny do kominka albo jak zrobić płaszcz wodny do kozy? Słuchaj, chłopie, powiem Ci to prosto z mostu, jako gość, który szanuje robotę, ale jeszcze bardziej szanuje bezpieczeństwo: NIE RÓB TEGO. Zapomnij o tym. To nie jest półka na książki. To jest budowa kotła ciśnieniowego w salonie.
To nie jest praca dla majsterkowicza, to jest robota dla zakładu z uprawnieniami UDT.
Tu nie chodzi o to, czy umiesz spawać. Tu chodzi o fizykę, ciśnienie i termodynamikę.
Przerobienie kominka na płaszcz wodny to proszenie się o wybuch pary.
Ryzykujesz nie tylko domem, ale życiem swoim i rodziny.
Żaden ubezpieczyciel nie wypłaci Ci złotówki, jak chałupa pójdzie z dymem od takiego „wynalazku”.
Poznaj sposób, dlaczego „przerobienie kominka na płaszcz wodny” to proszenie się o tragedię?
Myślisz, że owiniesz „kozę” rurkami albo dospawasz blachy, zalejesz wodą i będzie fajnie? To teraz posłuchaj, co się stanie.
To jest kocioł. A kocioł, w którym gotuje się woda i nie ma gdzie uciec para, to jest bomba. Pamiętam, jak na budowie stary majster opowiadał o gościu, co sobie sam „ulepszył” piec. Skończyło się na wywalonej ścianie w kotłowni.
Ty chcesz to sobie postawić w salonie.
Problem nr 1: Ryzyko wybuchu (Ciśnienie pary)
Jak zabraknie prądu (a w zimie to norma), pompa staje. Woda w Twoim samorobnym płaszczu zaczyna się gotować. W ciągu 2-3 minut masz tam wrzątek. Para zwiększa objętość 1700 razy. Jakie ciśnienie wytrzymają Twoje spawy, które robiłeś w garażu? Pół bara? Jeden? A tam zrobi się pięć. To rozerwie. I nie rozerwie się „trochę”. To wybuchnie wrzątkiem i parą o temperaturze ponad 100 stopni, prosto na Twój salon. Fabryczne wkłady mają systemy bezpieczeństwa (wężownice schładzające DBV, atesty, obliczenia). Ty masz co?
Problem nr 2: Niska sprawność i tona smoły
Myślisz, że będziesz sprytny i zaoszczędzisz. A będzie odwrotnie. Pokażę Ci, dlaczego. Ogień w kominku musi mieć „cug”, musi mieć temperaturę (powyżej 600°C), żeby czysto spalić drewno.
Jak Ty owiniesz palenisko rurkami z zimną wodą, to zabierasz całe ciepło. Temperatura spalania spada drastycznie. Drewno nie spala się, tylko się tli i kopci.
Efekt?
Wkładujesz dwa razy więcej drewna.
Szyba robi się czarna po 10 minutach (bo palisz smołą).
Komin zakleja Ci się sadzą szklistą (tzw. kreozotem) po miesiącu. A to jest, chłopie, prosta droga do pożaru sadzy w kominie.
Problem nr 3: Brak atestów, brak ubezpieczenia, brak odbioru
Powiedzmy, że to zrobiłeś. Kto Ci to podłączy? Żaden hydraulik z uprawnieniami nie dotknie tego kijem, bo on za to odpowiada głową. Jaki kominiarz Ci to odbierze i da papier? Żaden.
A teraz najlepsze. Masz (odpukać) pożar. Przychodzi rzeczoznawca z ubezpieczalni, wchodzi do salonu, a tam stoi „wynalazek” spawany w garażu. Wiesz, co on wpisze w protokół? „Urządzenie grzewcze niezgodne z normami, bez atestów, przyczyna pożaru”. Dostaniesz zero. Zostaniesz z pękniętą ścianą i kredytem na dom, którego nie ma.
Podsumowanie
Słuchaj, chłopie. Są rzeczy, które na budowie robimy sami – kładziemy gładzie, malujemy, stawiamy ścianki działowe. Ale są rzeczy, których nie rusza amator. I do nich należy praca z gazem, prądem i kotłami ciśnieniowymi. To, o co pytasz, to jest budowa kotła ciśnieniowego.
Chcesz mieć kominek z płaszczem wodnym? Kup porządny, atestowany wkład fabryczny (kosztują od 6-7 tysięcy wzwyż). Zapłać fachowcowi z uprawnieniami, który Ci to podłączy zgodnie ze sztuką – z buforem, z wymiennikiem, z zasilaniem awaryjnym. Tak, to kosztuje. Ale to jest cena za bezpieczeństwo Twojej rodziny i Twojego domu. Nie ma tu drogi na skróty.
Pamiętaj, że poniższe informacje mają charakter orientacyjny. Stanowczo odradzamy wszelkie próby samodzielnego konstruowania lub przerabiania urządzeń grzewczych. Tego typu instalacje muszą być projektowane i wykonywane wyłącznie przez osoby z odpowiednimi uprawnieniami (UDT, cieplnymi, elektrycznymi) i przy użyciu atestowanych urządzeń.





